środa, 15 stycznia 2014

4.Kiedyś jeszcze powiesz ,,Kocham Cię Malfoy".

Rozdział taki o, całość mało wnosi, ale będzie tu sporo chodziło o poranne spotkania, tak więc. Jeżeli się Wam podoba skomentujcie będzie to na prawdę megaa miłe :)
-Panie Malfoy ! Proszę uważać! Nie chcę by komukolwiek stała się krzywda na mojej lekcji. Jakby Pan nie usłyszał macie transmutować pióro w słowika, a nie miniaturkę smoka walijskiego ! Jeżeli następnym razem będę musiała zwrócić Panu uwagę, Slytherin straci punkty.- McGonagall po raz kolejny zwróciła mu uwagę, ale on nie potrafił się skupić, w głowie cały czas majaczył mu obraz Jej opierającej się o szybę. Teraz był na siebie o to wściekły, pozwolił wejść temu obrazowi do głowy i teraz zapamięta go do końca.
-Stary, co się z Tobą dzieje ?-Blaise przywrócił go do rzeczywistości. Zabini i Nott patrzyli na niego z niepokojem.-Nawet bliznowatemu lepiej idzie. Spójrz śmieją się z Ciebie.
-Gówno mnie to kurwa obchodzi, odpierdolcie się.-wiedział, że niesprawiedliwie traktuje przyjaciela, ale gdy był zły obrywał każdy. Miał szaloną ochotę się na kimś wyżyć, a jak wiadomo najlepiej zawsze denerwowało się Łasica i GłupPottera.
Blondyn oderwał kawałek pergaminu i szybko nabazgrał zdanie. Cieszył się widząc jak Rudy czerwienieje ze złości. Nic jednak nie pomogło, nie ulżyło mu, dalej był wściekły. A gdyby tak wyżyć się na tej małej Edwins? Taak to by pomogło, ale to nie mogłaby być taka zwykła drobna zemsta, musiałoby to być coś o wiele bardziej skomplikowanego. Póki co jednak jeżeli nie chciał stracić punktów musiał się wziąć do roboty. Całą swoją wolą skupił się na piórku i poczuł jak przez jego ciało przepływa znane mrowienie. To magia, magia wypełniała całe jego ciało od środka. Kochał to, cholernie to kochał, nie wyobrażał sobie co by zrobił gdyby tak nagle to stracił. Po chwili pióro uległo metamorfozie i na jego ławce wesoło ćwierkał słowik.
-Pani Profesor czy mogę już iść ?-nie miał zamiaru siedzieć w tej sali, gdzie roiło się pełno gryfonów, dłużej niż to konieczne.
-Tak Panie Malfoy.-Profesorka zmierzyła go nieprzyjemnym spojrzeniem, było jednak coś innego o czym teraz myślał.
Nie czekając na nic spakował rzeczy do swojej skórzanej torby i szybkim krokiem opuścił salę. Skierował się prosto pod Wielką Salę, tam zawsze znajdowało się jego lekarstwo. Nie pomylił się lekarstwo, nawet w sporej ilości stało w grupkach i wesoło rozmawiało. Wybrał wysoką i szczupłą blondynkę, nadawała się jak najbardziej.
-Hej Ty! Chodź tutaj.- zawołał, a ona ostentacyjnie kręcąc biodrami zbliżyła się do niego.- Ile masz lat z jakiego domu jesteś, plus imię?
-Jestem Lavender Brown i mam 17 lat, Gryffindor.-spojrzała na niego z pod rzęs. Dlaczego one nie rozumiały, że to idiotyczne ? To irytowało go jeszcze bardziej, ale w tym momencie każda by się nadawała.
-Chodź. Nie zadawaj pytań, nie wyobrażaj sobie niczego.-wydał krótkie polecenia i pociągnął za sobą dziewczynę do najbliższej toalety.
Jak tylko się tam znaleźli otworzył pierwsze lepsze drzwi kabiny, dziewczyna silnym pchnięciem usadziła go na toalecie, uprzednio zasuwając zasuwę. Uklękła i rozpięła mu spodnie, nie spodziewał się tego, ale nie protestował. Gdy tylko poczuł ciepło jej ust w najczulszym punkcie, mruknął 'tylko mnie potem nie całuj' i pozwolił odpłynąć sobie w tę słodką krainę zapomnienia. Ta jednak nie potrwała zbyt długo i teraz on przejął władzę, oparł blondynkę o jedną ze ścianek kabiny i zdjął jej majtki, a raczej jak mu się wydawało sznurki imitujące majtki. Delikatnie ją podniósł i wbił na siebie powodując tym samym jej cichutkie jęki. Całe zajście trwało niecałe 15 minut, co prawda nie zakończył tego, ale nie było więcej czasu, odbije to sobie innym razem.
Wypuścił ją pierwszą, a on wyszedł 20 sekund po niej. Nie zamierzał o tym nikomu mówić, a tym bardziej teraz, gdy zostało im jeszcze 4 godziny lekcji. Dzięki lekarstwu nie skupiał się nawet na młodej Niveelen.
<<<
Lekcje dobiegły końca Draco już spokojny i odprężony szedł wraz z Blaisem na obiad.
-Stary wyobrażasz sobie jakby to było być gwiazdą rocka ?-zapytał nagle Zabini.
-Skąd Ci to przyszło do głowy ?-Blondyn popatrzył na kumpla jak na kretyna i nagle coś zauważył  pod jedną ze ścian. Podszedł bliżej, zmięty szaliczek leżał jakby czekał, aż ktoś go podniesie-Czekaj, coś znalazłem.-podniósł go, a do jego nozdrzy dobiegł zapach. Był ładny, nie kwiatowy, tych nienawidził. Szaliczek był czarny w białe śnieżynki, na pewno kobiecy.
-Ooo Stary ! Weź go będziesz miał darmowe bzykanko.-Blaise podleciał uradowany bliżej kumpla.
-Zawsze jest darmowe.-Czasami na prawdę się zastanawiał po co Blaise udaje idiotę lub jakim cudem nim jest, a on go lubi. Mimo wszystko schował go do torby, może ktoś się po niego zgłosi czy coś, w każdym razie Zabini na pewno będzie wiedział.
-W sumie, ale wracając do tematu to zobacz, taka gwiazda rocka jest w chuj bogata, ma lasek na pęczki, zna ją każdy i nie musi się uczyć !-entuzjazmował się chłopak.
-Okej, ale mamy to wszystko, jedyne co nas różni to to, że musimy się uczyć i nie drzemy mordy. Chociaż Ty czasami tak, zwłaszcza jak stoisz pod prysznicem...
-Odwal się, ja ćwiczę ! Kiedyś wyjdę na scenę i zaśpiewam tak, że Wam kopary opadną.
(Tutaj można sobie włączyć właśnie Time to say goodbye)
-Taak...Zwłaszcza na twój popisowy numer co ? -zarechotał blondyn i zaczął naśladować Merlinowi winnego Blaise'a.-Taaaaaaaaaaajm tuuuuuu seeeeeej gudbayyyyyyyyy!
-A żebyś wiedział!- i aby się odegrać za ten mały żarcik pod swoim adresem czarnoskóry chłopak zaczął śpiewać, porywając w taneczne objęcia przyjaciela.
-Zabini idioto puszczaj !-ten jednak nic sobie tego nie robił i mimo licznych prób wyrwania się mocno trzymał Dracona wirując z nim i trzymając nie naganną ramę.-Puszczaj Ci kurwa mówię ! Patrz ile osób się patrzy !-wydzierał się wniebogłosy, a wszyscy dookoła śmiali się pod nosem, była tylko jedna osoba, która śmiała się na głos i to do łez, a była to pewna młoda osóbka o blond włosach.
Zdenerwowany do granic możliwości młody arystokrata wyrwał się koledze, ale kazał  mu nie przestawać śpiewać, wszyscy umilkli gdy zobaczyli jak Draco Malfoy niczym burza zbliża się w stronę blondynki. Nie bawiąc się w uprzejmości, złapał ją w pasie i wyniósł na środek, nie puszczając jej zaczął jak rasowy tancerz poruszać się po prowizorycznym parkiecie.
-Malfoy ty imitacjo mężczyzny zostaw mnie !-wydzierała się Niveelen. Wyglądali naprawdę zabawnie więc już żaden ze zgromadzonych nie ukrywał śmiechu. Niższa o połowę od niego krukonka uniesiona ponad ziemie machała nogami i biła w jego klatkę piersiową pięściami, a szanowny pan Arystokrata nic sobie z tego robił. Na sam koniec, gdy Blaise właśnie wyciągał ostatnie nuty, porzucił ją do góry tak, że mimowolnie zrobiła obrót dookoła własnej osi i efektownie złapał. Wszyscy zaczęli bić brawo i nawet nauczyciele, którzy zgromadzili się w tej publice musieli uwierzyć w to, że była to raczej najdziwniejsza sytuacja w tej pełnej niezwykłych rzeczy w szkole.
-Nienawidzę Cię Malfoy.-wycisnęła zza zębów dziewczyna gdy wszyscy ucichli.
-Kiedyś jeszcze powiesz "Kocham Cię Malfoy".-dodał gdzieś w przestrzeń.
Sam Malfoy musiał przyznać, że to był jeden z najsmaczniejszych obiadów jego życia.
<<<
Wieczór nadbiegł szybko, a on się nudził. Zabini poszedł do jakiejś panny, Nott odrabiał zadania, które on odrobił już dawno. Niestety nikt inny nie był godny tego by on sam do niego przyszedł, no może była jeszcze jedna osoba, tak.. zdecydownie była, ale czy będzie tam ? Szybko nałożył na siebie biały t-shirt i czarną bluzę, w jej kieszeń schował paczkę papierosów i wybiegł z lochów. Pędził przed siebie i nie zwolnił dopóki nie dotarł pod drzwi. Wziął kilka głębokich oddechów i nacisnął klamkę. Była tam, siedziała po turecku przy tym samym oknie. Całe jej ciało zlewało się w mrok i jedynie jasne włosy, blada cera i stalowe oczy, tak bardzo podobne do jego, wyróżniały się spośród spowijającej ich ciemności.
-Spójrz jaka piękna.-powiedziała, a on usiadł obok niej. Miał wrażenie, że w tym pomieszczeniu ta dziewczyna była kimś innym, jej głos stawał się gładszy i delikatniejszy, a twarz nabierała przyjaznych rysów.
-Jaka piękna kto ?-popatrzyła na niego jak na ostatniego kretyna i odwróciła jego głowę w stronę okna. Dopiero teraz zauważył ogromny księżyc nad lasem. Był na prawdę spory, nigdy nie patrzył na to tak jak teraz, a jednak czegoś nie rozumiał.-Dlaczego ona ? Przecież księżyc to rodzaj męski.
-Księżyc...tak...Dawniej ludzie nazywali twój 'księżyc' Luną. W przyrodzie wszystko nosi swoje imię - wiatr, ogień, każde drzewo, wszystko...ale ludzie ich nie znają, poznali jedynie imię pięknej Luny.
-Więc jakim cudem ludzie poznali imię Luny, a nie mogą poznać imion innych...wiesz o co mi chodzi.-kompletnie nie mógł znaleźć słów, był zdumiony tym, że rozmawia z tą dziewczyną na takie tematy. Przecież gdyby ktoś mu powiedział o tym, że będzie słuchał tego z zainteresowaniem, wyśmiał by go.
-To długa historia...-zbyła go, ale chciał tego słuchać.
-Opowiedz mi, mam czas.
(Haggard - Hijo de la Luna)
-Eh no dobrze...Dawno, dawno temu gdy księżyc był jeszcze bliżej niż teraz, niż mógłbyś to sobie wyobrazić i widniał nie tylko w nocy, żył pewien chłopiec. Co dzień obserwował księżyc, lecz nie miał pojęcia co to jest, według niego była to gwiazda, najpiękniejsza gwiazda na niebie, kochał patrzeć na nią i kochał ją tak jak to tylko możliwe. Jednak z czasem, gdy chłopiec dorastał, samo patrzenie mu nie wystarczyło...
-To raczej oczywiste, to tak jakby leżała przed Tobą rozebrana laska, a Ty nie mógłbyś jej dotknąć.-przerwał Malfoy i spotkał się z lodowatym spojrzeniem Nivleen.-Mów dalej, nie będę już przerywać.
-A więc jak mówiłam, samo patrzenie na piękną gwiazdę mu przestało wystarczać, chciał być jak najbliżej niej, poszedł więc do swojego ojca. Był to stary drwal. Chłopiec zapytał jak mógłby być jeszcze bliżej tej ogromnej gwiazdy, która świeciła tak jasno na niebie. Jego ojciec jednak nie miał pojęcia, poradził mu zatem by poszedł do czarownika, który mieszkał niedaleko. Tak to były jeszcze czasy gdy ludzie żyli w zgodzie z naturą i czarownikami. Ale wracając do naszej historii: chłopiec spakował się i wyruszył.
   Wędrował cztery dnie i trzy noce, a gwiazda każdą noc oświetlała mu sobą drogę. Pod koniec czwartego dnia dotarł do wysokiej wieży czarownika. Ten przyjął go w gościnę, nakarmił i położył spać. Chłopiec nie chcąc marnować czasu zapytał czarownika o to samo, czym jest owa gwiazda i jak mógłby być jeszcze bliżej niej. Czarownik był stary i bardzo mądry, legendy mówią, że był to sam Merlin, odpowiedział chłopcu, że nie zna imienia gwiazdy ale wie jak chłopiec mógłby spróbować ją spotkać. Odchodząc czarownik dał chłopcu jeszcze jedną radę, by nigdy nie zdradzał nikomu swego imienia, bo jeżeli ktoś zna nasze imię ma nad nami władzę.
       Chłopiec nigdy nie zdradził swego imienia ludziom ,u których spał i się żywił, po siedmiu dniach marszu dotarł do najwyższej góry w królestwie, tak jak polecił mu czarownik, chłopiec się na nią wspiął. Na samym szczycie znajdowała się mała jaskinia. To właśnie tam złożył swoje rzeczy i spał w dzień, w nocy zaś podziwiał i przemawiał do gwiazdy. Z góry wydawało się, że jest jeszcze bliżej niż zwykle. Opowiadał jej o sobie, o swoim życiu, o wszystkich. Każdej nocy przez rok siedział i opowiadał, nie brakło również komplementów pod jej adresem. Wszystko jednak zmieniło się pewnego dnia, chłopiec, a w zasadzie wtedy już mężczyzna, wstał o zmierzchu, gwiazdy jednak nigdzie nie było, nawet gdy się ściemniło. Mężczyzna załamał się, jego jedyny sens życia zniknął, schował głowę w dłonie i wtedy poczuł czyjś uścisk na ramieniu, odwrócił się i zamarł. Przed nim stała niesamowicie piękna kobieta o srebrzystych włosach i w srebrzystej sukni.
     Spędzili ze sobą cały dzień podczas, którego chłopiec poprosił by pozwoliła poznać mu swoje imię, przekonywał ją swoją miłością i zapewnieniami. Gwiazda również zdążyła pokochać mężczyznę przez cały ten rok. Zdradziła mu więc swoje imię, powiedziała, że nazywa się Luna. Wtedy wiedział on już, że ma nad nią władzę, dzień się kończył, a chłopiec cierpiał, bał się, że Luna już nigdy do niego nie wróci, zwątpienie było rzeczą ludzką. Rozkazał Lunie by nie odchodziła. Nie mogła, miał nad nią władzę, lecz to ją zabijało. Z każdym dniem gasła coraz bardziej, chłopiec nie wiedząc co robić. Zapytał Lunę jak ma ją ratować. Powiedziała, żeby ją wypuścił, ale on się nie zgadzał, Luna przestała go kochać, nie zależało jej na nim, ani na sobie gdy nie mogła lśnić. Jednak chłopiec nie był głupi i powiedział Lunie, że nocami może wracać na niebo by oświetlać świat swoim blaskiem, lecz na dzień ma znów być z nim i w dodatku ma mu dać coś od siebie by nie cierpiał gdy jej nie będzie. Wtedy Luna stworzyła jednorożce, niewinne zwierzęta, które schwytane cierpiały tak samo jak ona... Od wtedy Lunę można zobaczyć jedynie w nocy, ponieważ w dzień wraca do egoistycznego mężczyzny.Koniec bajki.
-Skąd znasz tę opowieść?-Draco czuł się na prawdę niesamowicie, oświetlona blaskiem księżyca wyglądała jak Luna, o której mówiła, a on był egoistycznym chłopcem, który chciał ją posiąść. Podobało mu się to.
-Przeczytałam to w pewnej książce, jednak to tak piękna legenda, że warto o niej pamiętać.-Niveelen uśmiechnęła się słabo w stronę księżyca.
-Czy to znaczy, że jeżeli znam twoje imię to nad Tobą panuje ?
-Nie, Malfoy, ludzkie imiona nie mają w dzisiejszych czasach żadnego znaczenia.Przykro mi, że ostudziłam twój zapał, a nie...jednak nie jest mi przykro.
-Mam jeszcze jedno pytanie, czy od tej pory będziemy spotykać się tu rankiem i wieczorem?-odpowiedź była jednak zaskakująca.
-Nie, rankiem owszem możemy, ale nie darze Cię nawet jednym pozytywnym uczuciem bym poświęcała Ci jak dla mnie najpiękniejszą porę dnia, wieczór. Zapalmy, a potem idź stąd, jest jeszcze tyle lasek, które chętnie Ci dadzą, a mi się nie chcę już na Ciebie patrzeć.-odpaliła papierosa i znów się zamyśliła.
-Więc po co chcesz rozmawiać ze mną rankiem ?-zapytał lekko wytrącony z równowagi i również zapalił.
-Bo rankiem mam nowe siły, a jesteś dobrym słuchaczem i nie jesteś całkiem głupi.
Sam nie wiedział co ma powiedzieć, ta dziewczyna miała niesamowitą ilość twarzy, każde jej zachowanie było niewymuszone. Najchętniej zostawiłby ją w cholerę, ale postawiła mu zadanie, odmawiając mu dała do zrozumienia, że mu się oprze, a nie ma takiej dziewczyny, która prędzej czy później by się w nim nie zakochała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz