środa, 15 stycznia 2014

4.Kiedyś jeszcze powiesz ,,Kocham Cię Malfoy".

Rozdział taki o, całość mało wnosi, ale będzie tu sporo chodziło o poranne spotkania, tak więc. Jeżeli się Wam podoba skomentujcie będzie to na prawdę megaa miłe :)
-Panie Malfoy ! Proszę uważać! Nie chcę by komukolwiek stała się krzywda na mojej lekcji. Jakby Pan nie usłyszał macie transmutować pióro w słowika, a nie miniaturkę smoka walijskiego ! Jeżeli następnym razem będę musiała zwrócić Panu uwagę, Slytherin straci punkty.- McGonagall po raz kolejny zwróciła mu uwagę, ale on nie potrafił się skupić, w głowie cały czas majaczył mu obraz Jej opierającej się o szybę. Teraz był na siebie o to wściekły, pozwolił wejść temu obrazowi do głowy i teraz zapamięta go do końca.
-Stary, co się z Tobą dzieje ?-Blaise przywrócił go do rzeczywistości. Zabini i Nott patrzyli na niego z niepokojem.-Nawet bliznowatemu lepiej idzie. Spójrz śmieją się z Ciebie.
-Gówno mnie to kurwa obchodzi, odpierdolcie się.-wiedział, że niesprawiedliwie traktuje przyjaciela, ale gdy był zły obrywał każdy. Miał szaloną ochotę się na kimś wyżyć, a jak wiadomo najlepiej zawsze denerwowało się Łasica i GłupPottera.
Blondyn oderwał kawałek pergaminu i szybko nabazgrał zdanie. Cieszył się widząc jak Rudy czerwienieje ze złości. Nic jednak nie pomogło, nie ulżyło mu, dalej był wściekły. A gdyby tak wyżyć się na tej małej Edwins? Taak to by pomogło, ale to nie mogłaby być taka zwykła drobna zemsta, musiałoby to być coś o wiele bardziej skomplikowanego. Póki co jednak jeżeli nie chciał stracić punktów musiał się wziąć do roboty. Całą swoją wolą skupił się na piórku i poczuł jak przez jego ciało przepływa znane mrowienie. To magia, magia wypełniała całe jego ciało od środka. Kochał to, cholernie to kochał, nie wyobrażał sobie co by zrobił gdyby tak nagle to stracił. Po chwili pióro uległo metamorfozie i na jego ławce wesoło ćwierkał słowik.
-Pani Profesor czy mogę już iść ?-nie miał zamiaru siedzieć w tej sali, gdzie roiło się pełno gryfonów, dłużej niż to konieczne.
-Tak Panie Malfoy.-Profesorka zmierzyła go nieprzyjemnym spojrzeniem, było jednak coś innego o czym teraz myślał.
Nie czekając na nic spakował rzeczy do swojej skórzanej torby i szybkim krokiem opuścił salę. Skierował się prosto pod Wielką Salę, tam zawsze znajdowało się jego lekarstwo. Nie pomylił się lekarstwo, nawet w sporej ilości stało w grupkach i wesoło rozmawiało. Wybrał wysoką i szczupłą blondynkę, nadawała się jak najbardziej.
-Hej Ty! Chodź tutaj.- zawołał, a ona ostentacyjnie kręcąc biodrami zbliżyła się do niego.- Ile masz lat z jakiego domu jesteś, plus imię?
-Jestem Lavender Brown i mam 17 lat, Gryffindor.-spojrzała na niego z pod rzęs. Dlaczego one nie rozumiały, że to idiotyczne ? To irytowało go jeszcze bardziej, ale w tym momencie każda by się nadawała.
-Chodź. Nie zadawaj pytań, nie wyobrażaj sobie niczego.-wydał krótkie polecenia i pociągnął za sobą dziewczynę do najbliższej toalety.
Jak tylko się tam znaleźli otworzył pierwsze lepsze drzwi kabiny, dziewczyna silnym pchnięciem usadziła go na toalecie, uprzednio zasuwając zasuwę. Uklękła i rozpięła mu spodnie, nie spodziewał się tego, ale nie protestował. Gdy tylko poczuł ciepło jej ust w najczulszym punkcie, mruknął 'tylko mnie potem nie całuj' i pozwolił odpłynąć sobie w tę słodką krainę zapomnienia. Ta jednak nie potrwała zbyt długo i teraz on przejął władzę, oparł blondynkę o jedną ze ścianek kabiny i zdjął jej majtki, a raczej jak mu się wydawało sznurki imitujące majtki. Delikatnie ją podniósł i wbił na siebie powodując tym samym jej cichutkie jęki. Całe zajście trwało niecałe 15 minut, co prawda nie zakończył tego, ale nie było więcej czasu, odbije to sobie innym razem.
Wypuścił ją pierwszą, a on wyszedł 20 sekund po niej. Nie zamierzał o tym nikomu mówić, a tym bardziej teraz, gdy zostało im jeszcze 4 godziny lekcji. Dzięki lekarstwu nie skupiał się nawet na młodej Niveelen.
<<<
Lekcje dobiegły końca Draco już spokojny i odprężony szedł wraz z Blaisem na obiad.
-Stary wyobrażasz sobie jakby to było być gwiazdą rocka ?-zapytał nagle Zabini.
-Skąd Ci to przyszło do głowy ?-Blondyn popatrzył na kumpla jak na kretyna i nagle coś zauważył  pod jedną ze ścian. Podszedł bliżej, zmięty szaliczek leżał jakby czekał, aż ktoś go podniesie-Czekaj, coś znalazłem.-podniósł go, a do jego nozdrzy dobiegł zapach. Był ładny, nie kwiatowy, tych nienawidził. Szaliczek był czarny w białe śnieżynki, na pewno kobiecy.
-Ooo Stary ! Weź go będziesz miał darmowe bzykanko.-Blaise podleciał uradowany bliżej kumpla.
-Zawsze jest darmowe.-Czasami na prawdę się zastanawiał po co Blaise udaje idiotę lub jakim cudem nim jest, a on go lubi. Mimo wszystko schował go do torby, może ktoś się po niego zgłosi czy coś, w każdym razie Zabini na pewno będzie wiedział.
-W sumie, ale wracając do tematu to zobacz, taka gwiazda rocka jest w chuj bogata, ma lasek na pęczki, zna ją każdy i nie musi się uczyć !-entuzjazmował się chłopak.
-Okej, ale mamy to wszystko, jedyne co nas różni to to, że musimy się uczyć i nie drzemy mordy. Chociaż Ty czasami tak, zwłaszcza jak stoisz pod prysznicem...
-Odwal się, ja ćwiczę ! Kiedyś wyjdę na scenę i zaśpiewam tak, że Wam kopary opadną.
(Tutaj można sobie włączyć właśnie Time to say goodbye)
-Taak...Zwłaszcza na twój popisowy numer co ? -zarechotał blondyn i zaczął naśladować Merlinowi winnego Blaise'a.-Taaaaaaaaaaajm tuuuuuu seeeeeej gudbayyyyyyyyy!
-A żebyś wiedział!- i aby się odegrać za ten mały żarcik pod swoim adresem czarnoskóry chłopak zaczął śpiewać, porywając w taneczne objęcia przyjaciela.
-Zabini idioto puszczaj !-ten jednak nic sobie tego nie robił i mimo licznych prób wyrwania się mocno trzymał Dracona wirując z nim i trzymając nie naganną ramę.-Puszczaj Ci kurwa mówię ! Patrz ile osób się patrzy !-wydzierał się wniebogłosy, a wszyscy dookoła śmiali się pod nosem, była tylko jedna osoba, która śmiała się na głos i to do łez, a była to pewna młoda osóbka o blond włosach.
Zdenerwowany do granic możliwości młody arystokrata wyrwał się koledze, ale kazał  mu nie przestawać śpiewać, wszyscy umilkli gdy zobaczyli jak Draco Malfoy niczym burza zbliża się w stronę blondynki. Nie bawiąc się w uprzejmości, złapał ją w pasie i wyniósł na środek, nie puszczając jej zaczął jak rasowy tancerz poruszać się po prowizorycznym parkiecie.
-Malfoy ty imitacjo mężczyzny zostaw mnie !-wydzierała się Niveelen. Wyglądali naprawdę zabawnie więc już żaden ze zgromadzonych nie ukrywał śmiechu. Niższa o połowę od niego krukonka uniesiona ponad ziemie machała nogami i biła w jego klatkę piersiową pięściami, a szanowny pan Arystokrata nic sobie z tego robił. Na sam koniec, gdy Blaise właśnie wyciągał ostatnie nuty, porzucił ją do góry tak, że mimowolnie zrobiła obrót dookoła własnej osi i efektownie złapał. Wszyscy zaczęli bić brawo i nawet nauczyciele, którzy zgromadzili się w tej publice musieli uwierzyć w to, że była to raczej najdziwniejsza sytuacja w tej pełnej niezwykłych rzeczy w szkole.
-Nienawidzę Cię Malfoy.-wycisnęła zza zębów dziewczyna gdy wszyscy ucichli.
-Kiedyś jeszcze powiesz "Kocham Cię Malfoy".-dodał gdzieś w przestrzeń.
Sam Malfoy musiał przyznać, że to był jeden z najsmaczniejszych obiadów jego życia.
<<<
Wieczór nadbiegł szybko, a on się nudził. Zabini poszedł do jakiejś panny, Nott odrabiał zadania, które on odrobił już dawno. Niestety nikt inny nie był godny tego by on sam do niego przyszedł, no może była jeszcze jedna osoba, tak.. zdecydownie była, ale czy będzie tam ? Szybko nałożył na siebie biały t-shirt i czarną bluzę, w jej kieszeń schował paczkę papierosów i wybiegł z lochów. Pędził przed siebie i nie zwolnił dopóki nie dotarł pod drzwi. Wziął kilka głębokich oddechów i nacisnął klamkę. Była tam, siedziała po turecku przy tym samym oknie. Całe jej ciało zlewało się w mrok i jedynie jasne włosy, blada cera i stalowe oczy, tak bardzo podobne do jego, wyróżniały się spośród spowijającej ich ciemności.
-Spójrz jaka piękna.-powiedziała, a on usiadł obok niej. Miał wrażenie, że w tym pomieszczeniu ta dziewczyna była kimś innym, jej głos stawał się gładszy i delikatniejszy, a twarz nabierała przyjaznych rysów.
-Jaka piękna kto ?-popatrzyła na niego jak na ostatniego kretyna i odwróciła jego głowę w stronę okna. Dopiero teraz zauważył ogromny księżyc nad lasem. Był na prawdę spory, nigdy nie patrzył na to tak jak teraz, a jednak czegoś nie rozumiał.-Dlaczego ona ? Przecież księżyc to rodzaj męski.
-Księżyc...tak...Dawniej ludzie nazywali twój 'księżyc' Luną. W przyrodzie wszystko nosi swoje imię - wiatr, ogień, każde drzewo, wszystko...ale ludzie ich nie znają, poznali jedynie imię pięknej Luny.
-Więc jakim cudem ludzie poznali imię Luny, a nie mogą poznać imion innych...wiesz o co mi chodzi.-kompletnie nie mógł znaleźć słów, był zdumiony tym, że rozmawia z tą dziewczyną na takie tematy. Przecież gdyby ktoś mu powiedział o tym, że będzie słuchał tego z zainteresowaniem, wyśmiał by go.
-To długa historia...-zbyła go, ale chciał tego słuchać.
-Opowiedz mi, mam czas.
(Haggard - Hijo de la Luna)
-Eh no dobrze...Dawno, dawno temu gdy księżyc był jeszcze bliżej niż teraz, niż mógłbyś to sobie wyobrazić i widniał nie tylko w nocy, żył pewien chłopiec. Co dzień obserwował księżyc, lecz nie miał pojęcia co to jest, według niego była to gwiazda, najpiękniejsza gwiazda na niebie, kochał patrzeć na nią i kochał ją tak jak to tylko możliwe. Jednak z czasem, gdy chłopiec dorastał, samo patrzenie mu nie wystarczyło...
-To raczej oczywiste, to tak jakby leżała przed Tobą rozebrana laska, a Ty nie mógłbyś jej dotknąć.-przerwał Malfoy i spotkał się z lodowatym spojrzeniem Nivleen.-Mów dalej, nie będę już przerywać.
-A więc jak mówiłam, samo patrzenie na piękną gwiazdę mu przestało wystarczać, chciał być jak najbliżej niej, poszedł więc do swojego ojca. Był to stary drwal. Chłopiec zapytał jak mógłby być jeszcze bliżej tej ogromnej gwiazdy, która świeciła tak jasno na niebie. Jego ojciec jednak nie miał pojęcia, poradził mu zatem by poszedł do czarownika, który mieszkał niedaleko. Tak to były jeszcze czasy gdy ludzie żyli w zgodzie z naturą i czarownikami. Ale wracając do naszej historii: chłopiec spakował się i wyruszył.
   Wędrował cztery dnie i trzy noce, a gwiazda każdą noc oświetlała mu sobą drogę. Pod koniec czwartego dnia dotarł do wysokiej wieży czarownika. Ten przyjął go w gościnę, nakarmił i położył spać. Chłopiec nie chcąc marnować czasu zapytał czarownika o to samo, czym jest owa gwiazda i jak mógłby być jeszcze bliżej niej. Czarownik był stary i bardzo mądry, legendy mówią, że był to sam Merlin, odpowiedział chłopcu, że nie zna imienia gwiazdy ale wie jak chłopiec mógłby spróbować ją spotkać. Odchodząc czarownik dał chłopcu jeszcze jedną radę, by nigdy nie zdradzał nikomu swego imienia, bo jeżeli ktoś zna nasze imię ma nad nami władzę.
       Chłopiec nigdy nie zdradził swego imienia ludziom ,u których spał i się żywił, po siedmiu dniach marszu dotarł do najwyższej góry w królestwie, tak jak polecił mu czarownik, chłopiec się na nią wspiął. Na samym szczycie znajdowała się mała jaskinia. To właśnie tam złożył swoje rzeczy i spał w dzień, w nocy zaś podziwiał i przemawiał do gwiazdy. Z góry wydawało się, że jest jeszcze bliżej niż zwykle. Opowiadał jej o sobie, o swoim życiu, o wszystkich. Każdej nocy przez rok siedział i opowiadał, nie brakło również komplementów pod jej adresem. Wszystko jednak zmieniło się pewnego dnia, chłopiec, a w zasadzie wtedy już mężczyzna, wstał o zmierzchu, gwiazdy jednak nigdzie nie było, nawet gdy się ściemniło. Mężczyzna załamał się, jego jedyny sens życia zniknął, schował głowę w dłonie i wtedy poczuł czyjś uścisk na ramieniu, odwrócił się i zamarł. Przed nim stała niesamowicie piękna kobieta o srebrzystych włosach i w srebrzystej sukni.
     Spędzili ze sobą cały dzień podczas, którego chłopiec poprosił by pozwoliła poznać mu swoje imię, przekonywał ją swoją miłością i zapewnieniami. Gwiazda również zdążyła pokochać mężczyznę przez cały ten rok. Zdradziła mu więc swoje imię, powiedziała, że nazywa się Luna. Wtedy wiedział on już, że ma nad nią władzę, dzień się kończył, a chłopiec cierpiał, bał się, że Luna już nigdy do niego nie wróci, zwątpienie było rzeczą ludzką. Rozkazał Lunie by nie odchodziła. Nie mogła, miał nad nią władzę, lecz to ją zabijało. Z każdym dniem gasła coraz bardziej, chłopiec nie wiedząc co robić. Zapytał Lunę jak ma ją ratować. Powiedziała, żeby ją wypuścił, ale on się nie zgadzał, Luna przestała go kochać, nie zależało jej na nim, ani na sobie gdy nie mogła lśnić. Jednak chłopiec nie był głupi i powiedział Lunie, że nocami może wracać na niebo by oświetlać świat swoim blaskiem, lecz na dzień ma znów być z nim i w dodatku ma mu dać coś od siebie by nie cierpiał gdy jej nie będzie. Wtedy Luna stworzyła jednorożce, niewinne zwierzęta, które schwytane cierpiały tak samo jak ona... Od wtedy Lunę można zobaczyć jedynie w nocy, ponieważ w dzień wraca do egoistycznego mężczyzny.Koniec bajki.
-Skąd znasz tę opowieść?-Draco czuł się na prawdę niesamowicie, oświetlona blaskiem księżyca wyglądała jak Luna, o której mówiła, a on był egoistycznym chłopcem, który chciał ją posiąść. Podobało mu się to.
-Przeczytałam to w pewnej książce, jednak to tak piękna legenda, że warto o niej pamiętać.-Niveelen uśmiechnęła się słabo w stronę księżyca.
-Czy to znaczy, że jeżeli znam twoje imię to nad Tobą panuje ?
-Nie, Malfoy, ludzkie imiona nie mają w dzisiejszych czasach żadnego znaczenia.Przykro mi, że ostudziłam twój zapał, a nie...jednak nie jest mi przykro.
-Mam jeszcze jedno pytanie, czy od tej pory będziemy spotykać się tu rankiem i wieczorem?-odpowiedź była jednak zaskakująca.
-Nie, rankiem owszem możemy, ale nie darze Cię nawet jednym pozytywnym uczuciem bym poświęcała Ci jak dla mnie najpiękniejszą porę dnia, wieczór. Zapalmy, a potem idź stąd, jest jeszcze tyle lasek, które chętnie Ci dadzą, a mi się nie chcę już na Ciebie patrzeć.-odpaliła papierosa i znów się zamyśliła.
-Więc po co chcesz rozmawiać ze mną rankiem ?-zapytał lekko wytrącony z równowagi i również zapalił.
-Bo rankiem mam nowe siły, a jesteś dobrym słuchaczem i nie jesteś całkiem głupi.
Sam nie wiedział co ma powiedzieć, ta dziewczyna miała niesamowitą ilość twarzy, każde jej zachowanie było niewymuszone. Najchętniej zostawiłby ją w cholerę, ale postawiła mu zadanie, odmawiając mu dała do zrozumienia, że mu się oprze, a nie ma takiej dziewczyny, która prędzej czy później by się w nim nie zakochała.

3.Jak w takim razie wyglądał by twój świat ?

No i BUM ;D Trzeci rozdział napisany, mam nadzieję, że się spodoba :) W nawiasach jest muzyka, która zdaje mi się będzie dawała fajny efekt wraz z tekstem spróbujcie, a może akurat Wam również się spodoba ? :)

(The Pretty Reckless - Hit me like a man)
Puste butelki po Ognistych Whisky zdobiły szary dywan w dormitorium chłopców, oni sami byli nieźle podpici, ale to ich partnerki były już gotowe na każdy rozkaz, nie żeby były pijane, co to to nie, przecież żaden z nich nie był nekrofilem. Jednak było coś, co doprowadzało je do takiego stanu, był to ich urok osobisty, każdy z nich wiedział co powiedzieć by dziewczyna była jego. Tak oczywiście na początku wszystkie chciały, ale potem traciły wiarę w siebie, najczęściej przez wstyd, dlatego właśnie oni znali chwyty by dziewczyny znów chciały, a czasami nawet błagały.
-Słuchaj, zastanawia mnie jedno...mógłbym zadać Ci to pytanie ?-Blaise kierował swój wzrok prosto w oczy Tracy, to zawsze działało, panny wtedy myślały, że ich zamiary są jak najczystsze.
-T-tak ?-zarumieniona lekko przygryzła wargę, to właśnie był jeden ze znaków, chciała by ją pocałował, a on nie zamierzał odmawiać.
-Czy mógłbym Cię pocałować ? Nie chciałbym wyjść na palanta, który chcę Cię wykorzystać i zostawić, chciałbym by ta znajomość potrwała dłużej...-i w tym właśnie momencie one brały sprawy w swoje ręce, inaczej nie było tym razem. Brunetka nachyliła się i nieśmiało pocałowała Blaise'a w usta. Oczywiście potem speszona odwróciła głowę, brunet jednak zachęcony tym drobnym gestem, delikatnie owinął pasmo jej włosów na palec i delikatnie pociągnął w swoją stronę, po kolejnym głębokim spojrzeniu ,w te niemożliwie głupio ufne oczy, zatopił swoje usta w jej. Był to delikatny pocałunek, który powoli zmieniał się w zachłanny i namiętny. Teraz był już pewien, dzisiejszej nocy nie zaśnie szybko i samotnie.
Tuż obok Draco siedział na fotelu z Evą, z tego co się dowiedział dziewczyna tak miała na imię. Eva wygodnie siedziała bokiem na jego kolanach, a jego dłoń spoczywała na karku dziewczyny.
-Nuda...-przerwał dziewczynie gdy ta mówiła o sobie-jest coś co interesuje mnie bardziej - czy dziewczyny z Hufflepuff'u całują naprawdę tak beznadziejnie jak mówią plotki.- Spojrzał na nią wyzywająco, podpuszczał ją, on wolał nie stawiać na grzecznego chłopca o czystych zamiarach. Miał świadomość, że i bez tego każda ściągnie dla niego majtki, a nawet naga wypoleruje mu buty.
-My ? Oczywiście, że nie! - oburzyła się rudowłosa.- Całujemy najlepiej z całej szkoły.
-Taaak...Udowodnij mi to...chyba, że to co powiedziałaś jest kłamstwem.
Podziałało jak impuls elektryczny, dziewczyna natychmiast zmieniła pozycję i teraz siedziała okrakiem na blondynie. Wyglądała jakby się wahała, ale wystarczyło, że objechał ją spojrzeniem od góry do dołu i jej dłoń natychmiast powędrowała na jego kark. Nachyliła się i odgarnęła rude pasma aby jej nie przeszkadzały. Sekundę później już zachłannie go całowała i pozwalała by jego ręce błądziły po jej ciele. Przerwali na chwilę by zaczerpnąć oddechu, Draco wykorzystując chwilę puścił oczko do Zabini'ego. Był to ich znak by w końcu przejść do rzeczy, i tak Zabini chwytając za dłoń swą nieśmiałą partnerkę poprowadził ją w stronę swojego łóżka , po czym delikatnie położył. Blondyn zaś silnym ruchem uniósł swoją partnerkę i przeniósł na łóżko, opadli na nie wciąż się całując, co raz agresywnie zdejmując z siebie ubrania. Nie można powiedzieć, że się kochali, między nimi nie było żadnych uczuć, była to jednorazowa przygoda polegająca na spełnieniu drugiej osoby, unosili się więc aurze dzikiego seksu pozbawionego delikatności. Na łóżku obok za to delikatności i czułych ruchów było bardzo wiele, a jednak z obu miejsc dochodziły równie głośne, przepełnione zadowoleniem jęki rozkoszy i przyjemności. Punkt kulminacyjny jednak nadszedł długo potem, dziewczęta targane nieopisaną przyjemnością zaczęły zwijać się pod i nad partnerami. Ich głośne krzyki spełnienia roznosiły dormitorium dwóch ślizgonów i tylko Merlin jeden wie ile było jeszcze tego typu odgłosów, bo przyjaciele, jeden po drugiem, pod prysznic poszli dopiero około godziny 6.00 nad ranem. Każdy z nich był gotowy na kolejny męczący dzień zajęć. Wyglądali idealnie, obaj w białych koszulach z krawatami w barwach Slytherinu. Spojrzeli na dziewczęta w ich łóżkach - spały.
-Hej śpiące królewny, wstajemy.. - chłopcy potrząsnęli Evą i Tracy.
-Draco...
-Blasie...- Doszło z dwóch łóżek.
-Nie słyszałyście ? Wypierdalać. - Draco tracił cierpliwość, niby tak było za każdym razem, a mimo wszystko wciąż go to denerwowało. Obie spojrzały zdziwione.
-Ale...ale jak to ? Blasie...mówiłeś, że to ma być na dłużej... - w oczach Tracy zalśniły łzy, na co Zabini jedynie roześmiał się w głos - Ja...ja...Ty byłeś moim pierwszym, nie możesz tak. - teraz po jej policzkach spływały już na prawdę obfite łzy.
-Ubieraj się. - powiedziała starsza koleżanka, która właśnie zakładała bluzkę. - Każdy z nich tak powie żeby Cię przelecieć, a Ty w takim razie byłaś głupia zgadzając się na seks z nim skoro byłaś dziewicą, ale nie rycz już. Stało się i koniec.
-Ale dlacze-e-e-go? Ciebie to nie boli, że tak nas traktują? - Zapytała prawie ubrana, fakt faktem, że Eva nie wydawała się przejęta.
-Szybciej kurwa. - syknął zniecierpliwiony Malfoy.
-Bo ja wiedziałam po co z nim idę.- po tych słowach obie ubrane dziewczyny wyszły, a za nimi dwójka ślizgonów.
>>>
Szli w ciszy, słowa teraz nie były im potrzebne, nie lubili gadać bez sensu. Korytarze o tej godzinie były puste i tylko echo ich kroków zdradzało czyjąś obecność. Blondyn jednak postanowił nie iść od razu do wielkiej sali, chciał zapalić, potrzebował tego, a poza tym o tej właśnie godzinie rozciągał się jego ulubiony widok.
(Shinedown-Her name is Alice)
Zazwyczaj chodził do sowiarni by tam w spokoju usiąść, odpocząć i pomyśleć, dni jednak wraz ze zbliżającą się zimą stawała się coraz chłodniejsze. Udał się więc do starej klasy astronomii na szóstym piętrze. To Zabini kiedyś powiedział mu o tym miejscu, co prawda opowiadał mu wtedy o tym, że przeleciał w tej klasie Astorię Greengrass, ale Draco wyłapał właśnie je, podobno jest tam ogromne okno z widokiem na zakazany las. Jednak gdy tam dotarł nie spodziewał się takiego widoku i tej osoby. Zapatrzona w ogromne okno stała dziewczyna z wczoraj. Nie wyglądała już tak bojowniczo jak wczoraj, wręcz przeciwnie wyglądała bardzo niewinnie i smutno, a może to dlatego, że na jej policzkach błyszczały ślady po łzach, nie miał pojęcia. Ten widok go nie rozczulał o nie...ale był magiczny, tak magiczny jak to tylko możliwe. Stała taka zapatrzona na pomarańczowe niebo nad zakazanym lasem. Nad koronami drzew po niebie leciało stado ptaków. Z powrotem zwrócił na nią swoją uwagę i zauważył, że patrzy na niego. Dużymi oczami, które nie wyrażały nic. Co jakiś czas wypuszczała jedynie kłąb dymu z ust. Stała tak i stała patrząc na niego, w pewnym momencie nawet poczuł się jak intruz.
-Możesz przestać się tak gapić ? - syknął.
-Nie.
-Więc przestań, bo tego kurwa nie cierpię. - podszedł do starego biurka i na nim siadł, odpalił papierosa i znów na nią spojrzał. Nie patrzyła już na niego, a gdzieś w przestrzeń. Cała otoczka magii nie znikała, czuł jak ten widok na niego napiera, jak chce wedrzeć się do jego pamięci, pozwolił na to.
-Zastanawiasz się czasami, czy gdybyśmy mieli możliwość stworzyć własny świat byłby lepszy od obecnego ? - odezwała się, ale na niego nie patrzyła.
-Nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym nigdy. - był szczerze zdziwiony tą sytuacją. - Myślę, że mój świat byłby chaosem i byłby pełen bólu, nawet jeżeli bym tego nie chciał.
-Czyli stworzyłbyś taką drugą ziemię, ludzie nawzajem zadają sobie ból nawet jeżeli tego nie chcą, kieruje nimi zazdrość i nienawiść, gdy jednemu coś się uda drudzy są zazdrośni i nie pozwalają się cieszyć sukcesem, rozpętują wojny w walkach o władzę i terytorium, a przecież nie tak to powinno wyglądać. Czy nie powinniśmy zyskiwać szacunku czynami? Ludzie z własnej woli stają się mutantami, bestiami, które niszczą własny świat oraz świat innych. - podobała mu się ta rozmowa, zwłaszcza, że jeszcze żadna dziewczyna nie zadała mu takiego pytania, to tylko jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że chce ją mieć.
-Jak w takim razie wyglądał by twój świat ? - zaciągnęła się i popatrzyła mu w oczy.
-To proste, nie stworzyłabym ludzi...- odwróciła się w kierunku drzwi.
-Umów się ze mną. - może i będzie musiał namęczyć się z tą dziewczyną, ale dostanie to czego chce i był o tym przekonany.
-Zapomnij. Między nami nic się nie zmienia, ta rozmowa nigdy się nie odbyła. - i wyszła zostawiając go w całkowitym osłupieniu.

wtorek, 14 stycznia 2014

2.Nikt przecież nie odmawia Draco Malfoyowi.

-Dracoooooooooonku!
-O nie kurwa, tylko nie to, Zabini powiedz, że to nie ona...
-Kogo Ty okłamujesz i ja i Ty wiemy, że to ona.-Draco jęknął i odwrócił się, tak jak tego się spodziewał ku niemu biegła niska i pulchna dziewczyna o mopsowatej twarzy. Tak jak oni była już przebrana w normalne ubranie. Gdy tylko dobiegła rzuciła mu się na szyję.
-Odczep się dziewczyno !-krzyknął tak, że wszyscy w wielkiej sali spojrzeli się na niego i brutalnym gestem ją od siebie odepchnął.-Czy Ty nie rozumiesz kurwa, że nic nas nie łączy ?
-Ale przecież było nam tak dobrze! Draco nie możesz !-była bliska płaczu, on jednak był odporny na płacze i błagania.
-Było minęło, spierdalaj.
Zanim zdążyło rozpętać się piekło, czytaj płaczę, prośby i rzucanie inwektywami, potem przepraszanie, on szedł już w stronę drzwi, a za nim Blaise. Był wkurzony, ta jedna dziewucha nie potrafiła zrozumieć, że była tylko przygodą w toalecie kiedy był pijany. Gdyby był trzeźwy to kijem od szczotki by jej nie tknął, a ona wyobraża sobie takie nie wiadomo co. Był przekonany o tym, że nie ma żadnej kobiety, która byłaby go w stanie usidlić. Zdawało mu się, że takie były tylko ślizgonki, były piękne (nie wszystkie, ale większość), dobrze urodzone i inteligentne, no wyjątkiem była Parkinson. Pewnie myślałby o tym wszystkim dalej gdyby nie scena rozgrywająca się przed wielką salą.
-To sen ?-usłyszał przy swoim uchu, widać, że Zabini też w to nie wierzył.
Szlama Granger biła się z jakąś dziewczyną, nie rzucały w siebie zaklęciami, a biły się po mugolsku. Widać było, że szlama nieźle oberwała, bo z jej wargi leciała krew, było to zaskakujące, zwłaszcza, że ta druga była nieco niższa, jemu na pewno sięgała by do splotu słonecznego, była równieć o wiele szczuplejsza od Granger. Jej włosy były długie i prawie tak jasne jak jego. Wyglądała by bardzo grzecznie gdyby nie ostry makijaż. On już wybrał to ona spędzi z nim wieczór, dzisiaj to ją przeleci. Sądząc po białej koszuli luźno zwisającym krawacie w biało-niebieskich kolorach była z Ravenclaw, mógł więc nadać jej szlaban. Chyba nigdy nie cieszył się tak bardzo ze swoich możliwości prefekta naczelnego jak teraz. Oczywiście najpierw odejmie tej głupiej Granger punkty, a później odejdzie z tą małą, która będzie patrzyła na niego jak na bóstwo, w końcu nikt przecież nie odmówi Draconowi Malfoyowi.
-Zaczekaj tutaj, znalazłem dziewczynę na dzisiaj.-Poprawił swoją zieloną bluzę i ruszył w kierunku dwóch dziewczyn. Jedno machnięcie różdżki i dziewczyny były już unieruchomione i odseparowane od siebie.
-Proszę proszę co my tutaj mamy ? Granger nie wiesz, że bójki są zakazane ? Współczuję tylko tej biednej dziewczynie, że została zmuszona do pobrudzenia się szlamem.-Skrzywił się z niesmakiem- Minus 50 punktów dla Gryffindoru i idź do McGonagall, ona da Ci szlaban, a Ty to kto ?-ona jednak tylko spojrzała na niego krzywo.
-To Niveelen Edwins, jest na piątym roku w Ravenclaw, podobno mądra, ale kara od Merlina dla Flitwicka.-Blasie jak cień pojawił się obok Dracona. W tej szkole znał on wszystkich, a nawet jeszcze więcej.
-Niveelen...pozwolisz, że będę zwracał się do Ciebie Niv, cóż Ravenclaw straci przez Ciebie również 50 punktów i będziesz musiała pójść do Flitwicka, chyba, że...zgodzisz się pójść ze mną i tam odpracować swój szlaban...-podszedł do niej i założył jej kosmyk włosów za ucho.
-Goń się...-zaklęcie przestało działać, odtrąciła jego ręke, wzięła swoją skórę z podłogi i szybkim krokiem zaczęła się oddalać. Chłopcy wraz z dziewczętami zaczęli się oddalać, zarówno oni jak i one były w ogromnym szoku, jeszcze się nie zdażyło by ktoś tak powiedział do młodego arystokraty i nie został ukarany.
-Ty idziesz ze mną.-wybrał jedną z ładniejszych i tak jak ona oddalił się pospiesznym krokiem wraz ze swoją towarzyszką jak i Blaisem z Tracy, był zły i zadowolony, że chociaż jedno udało mu się załatwić, Tracy.

Jeszcze się spotkamy i będziesz moja, nikt przecież nie odmawia Draco Malfoyowi -pomyślał...

1. Zabini!...


Tak jak obiecałam, pierwszy rozdział :)
Blondyn biegł co sił, chciał z nią porozmawiać, wytłumaczyć, powiedzieć, że ją kocha. Był pewien, że go wysłucha, była za dobra by tego nie zrobić, za to on czuł się jak ostatni potwór...Był potworem dla niej i dopiero teraz gdy ją tracił to zrozumiał.
-Alice gdzie ona jest ?!-mocno potrząsnął swoją siostrą.-Gdzie jest ?!
-Ona nie chce z Tobą rozmawiać, zrozum...
-Powiedz mi do cholery !-tracił cierpliwość.
-Nie mogę...Przykro mi.
...
(Halestorm- Love bites)
Jednak zaczynając historię od początku.
Draco Malfoy z miną drapieżcy szedł w stronę wielkiej sali, właśnie rozpoczął swój kolejny , a za razem ostatni rok nauki w Hogwarcie. Nie był to jego jedyny powód do szczęścia, od tego roku mógł już przebierać w dziewczętach z piątego roku, w poprzednim było by to nie zgodne z jego zasadami, by bawić się z jakąś 14-nasto latką lecz teraz miały 15 i wszystko nabierało nowych barw. O tak...takie życie kochał, seks, imprezy i piękne dziewczyny, a gdy zaczynało go to nudzić zawsze miał swoją miotłę, jedyną i stałą kobietę swojego żywota. Póki co jednak bawił go widok grupki fanek wiernie podąrzających za jego plecami, pare było nawet całkiem niezłych, może któraś z nich będzie właśnie jego nową 'zabawką', teraz jednak czekał na niego przyjaciel. Stał on nonszalacko oparty o jedną ze ścian, jedna z pochodni oświetła jego sylwetkę igrając z ciemnym kolorem skóry.

-Zabini...-Draco uśmiechnął się i przybił piątkę ze swoim kolegą.
-Jak zwykle wyglądasz jak pedał.-ich dogryzki były na porządku dziennym, oczywiście każdy inny zarobił by w zęby za tego typu określenia.
-Powiedział czarnuch w białej bluzce.-roześmiali się i razem ruszyli do przodu.-Co byś powiedział na jednego głębszego po kolacji ?
-Tak od razu ?...Pewnie ! Tylko wiesz jakieś panienki by się przydały, przez całe wakację jestem o suchym pysku !
-Jakim cudem ? Przecież byłeś na Hawajah, tam jest pełno lasek. Chyba, że zostałeś gejem.- za ostatnie zdanie blondyn został obdarzony morderczym spojrzeniem, które jak zwykle zignorował.
-Owszem byłem, ale pamiętasz Lise?
-No tak, twoja była, raz nawet zabrałeś ją do siebie do domu. Co z nią ?
-Jakby to zdefiniować...Ona i moja matka cholernie się polubiły, no i wyobraź sobie, że kochana mateczka zabrała ją razem z nami. Kiedy tylko zacząłem rozmawiać z taką jedną to ona od razu przy mnie i przedstawia się jako moja dziewczyna ! Przez całe jebane wakacje zero seksu ! Mam tak spuchnięte jaja...nie uwierzysz, a co najgorsze matka zaprosiła ją też na ferie.-czarnoskóry chłopak wydawał się być tym na prawdę przybity.
-Spokojnie...Zaraz jakąś Ci znajdziemy, wolisz brunetkę czy blondynkę ?-chłopak rozejrzał się po grupce rozchichotanych dziewcząt-aha...już znalazłem coś dla Ciebie.
Arystokrata wszedł między dziewczyny i chwycił za rękę jedną z nich. Była taka jakie Blaise lubił najbardziej, miała duże piersi i mocną postawę, czarujący uśmiech i ciemno niebieskie duże oczy, nie była niska , sięgała mu do brody (Draco nie należał do niskich facetów, a Blaise był jego wzrostu co zawsze im ułatwiało dobór dziewczyny dla przyjaciela).
-Jak masz na imię?-zapytał blondyn, dziewczyna odkąd na nią spojrzała miała cielęcy wzrok, wiedział, że już jest ich.
-Tracy.-odpowiedziała wciąż w szoku
-Widzisz mojego przyjaciela ? O tam-wskazał palcem Zabiniego, a ten uśmiechnął się i puścił oczko-niesamowicie mu się podobasz, może spotkalibyście się wieczorem po kolacji?
-Ja...Oh z przyjemnością.-rozpromieniła się.
-Dzięki będzie w niebo wzięty !-i odszedł w stronę kumpla.-Stary dzisiaj seks masz jak w banku, podziękuj przyjacielowi.
-Dziękuję moja kochana fretko!
-Zabini!...-Krzyknął Malfoy gdy Blaise zaczął uciekać obawiając się reakcji przyjaciela.

Hej wszystkim ! :)

Taaak no to lecimy z tym blogiem, jak tylko skończę wstawię pierwszy rozdział.
Pozdrawiam :)