(Hunger Games - The Hanging Tree - Peter Hollens)
Tej nocy nic nie było spokojne. Ani jego sen, ani sny kiedy zasnął i nawet za oknem szalała burza. Gdy tylką odpływał w sen przed jego oczami stawała Niveelen, cała na białe pośród mroku. Jej włosy rozwiewał nieistniejący wiatr, bo przecież on niczego nie czuł. Ale kiedy podnosiła głowę i widział jej oczy przepełnione wielkim bólem i wściekłością natychmiast się budził zlany potem.
Po kolejnym takim śnie nie wytrzymał i zerwał się z łóżka ocierając twarz ręką, co ona mu zrobiła? Narzucił na siebie bluze i spodnie od dresu i pobiegł w kierunku wiezy astronomicznej, znał te dwa uczucia bardzo dobrze, prowadziły one tylko do jednej decyzji, która wydawała się być tą ostateczną. Usiadł nie zważajać na to, że było mokro, teraz chciał po prostu odwrócić się plecami do odległego wspomnienia. Zemsta i tak by niczego nie zmieniła, poza tym już dawno zrozumiałby, że ta owa, pokazałby tylko jak słaby jest.
Odetchnął głęboko i otworzył oczy, Zakazany Las wydawał się być taki spokojny kiedy dookoła pioruny atakowały z każdej strony i wtedy zauważył krztałt jakiegoś człowieka, w ciągu kilku dni prześladował go tak często, że nie miał żadnych wątpliwośc. Niv, tylko ona mogła mieć tak regulamin tak głęboko, żeby wychodzić o tej godzinie z dormitorium, a nawet zamku. Tylko po co biegła w stronę lasu z takim zapałem? Widział jak próbuje biec co sił, byleby się nie zatrzymywać, nie patrząc na to, że potyka się co chwila, że nieliczne rośliny ranią jej nogi swoimi kolcami. To wszystko budziło w nim niepokój, po co ta mała dziewczyna miałaby wymykać się z bezpiecznego zamku prosto do Zakazanego Lasu, dodatkowo tak jakby goniło ją ogromnę niebezpieczeństwo, śmierciożercy już dawno odpuścili nękanie uczniów Hogwartu.
Uniósł wzrok i spojrzał na księżyc, mimo burzy i chmur, on był całkowicie widoczny, a nawet wydawał się lśnić jakoś mocniej. Może to właśnie to, a może coś innego popchnęło go w kierunku gonitwy za krukonką.
Po dotarciu do tylnych drzwi głównych Hogwartu szczerze żałował, że nie zabrał miotły, ale ignorując silny ból w klatce piersiowej biegł dalej, biegał szybciej od niej, to też był sporo za nią, ale wciąż ją widział, stała przy brzegu lasu, wypowiadając jakieś zaklęcie, pewnie po to by móc wejść do lasu. Po tym jak potter i jego głupi przyjaciel mieli tam przygodę z dementorami Dumbledor kazał założyć bariery na Zakazany Las.
Draco był w połowię drogi gdy Niveelen udało się przełamać zaklęcia Flitwicka, nie zastanawiał się nad tym jakim cudem dziewczynie z piątego roku udało się przebić przez zaklęcia profesora, chciał ją po prostu dogonić, chciał ją zapytać, ale o co? Później nad tym pomyśli.
Dobiegł w ostatniej chwili gdy przejście się zamykało, była tylko parę kroków przed nim, a przed nią coś jakby gwiazda, lśniła oświetlając jej sylwetkę, dopiero zauważył, że była w białej sukience prawie takiej amej jak w jego snie, tylko na ramiona miała narzuca pelerynę zrobioną jakby z cienia?
Usłyszała go i odwróciła głowę nie przestając biec, w jej wzroku natychmiast zobaczył zaskoczenie z odrobiną przerażenia.
-Nie!-Krzyknęła najpewniej w jego stronę, nie był to krzyk wściekłości, a ostrzezenia, doskonale to wyczuł, w swoim krótkim życiu słyszał wiele krzyków, ludzi torturowanych, mordowanych, którzy byli traktowani najpodlejszymi klątwami.
Nie myślał zbyt wiele i w momencie kiedy ona skoczyła w stronę gwiazdy złapał ją za pelerynę, ale siła z jaką gwiazda wchłonęła Niveelen, sprawiła, że peleryna rozwiązała się i została w jego dłoni, a Niv zniknęła. Stał oniemiały patrząc w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą znajdowało się owo tajemnicze światło, a kiedy tylko odzyskał świadomość spojrzał na pelerynę, była zadziwiająco lekka i delikatna, materiał wydawał się przepływać między jego palcami pozostawiając jedynie muścięcie wiatru. Uniósł głowę, przestało padać, a księżyc zaszedł chmurami. W lesie przestało być chociażby minimalnie bezpiecznie, Draco zwinął pelerynę i schował pod bluzę, czuł jak jej materiał muska jego tors. Obejrzał się jeszcze raz za siebie i truchtem zaczął wracać w stronę szkoły, w jego głowie kłębiło się mnóstwo niewyjaśnionych pytań, które rozłamywały jego mózg na części, to czego był świadkiem nie było zwykłą magią. Dopiero teraz i możliwe, że pierwszy raz zaczął się zastanawiać czy jest w stanie wziąć na swoje barki ciężar tak ogromnej tajemnicy.